Nasz klient na szpan

Szpan jest pojęciem zaczerpniętym ze slangu młodzieżowego i oznacza chęć imponowania innym, próby wyróżnienia się z towarzystwa. W środowisku młodzieżowym jest to zjawisko niemal naturalne i powinno z wiekiem przechodzić, choć nie zawsze tak się dzieje. Niemały procent klientów zlecających usługi internetowe ma słabość do szpanowania i lansu (nowsza wersja starego określenia) w branży oraz przed kolegami z Naszej Klasy. Pewna dwuosobowa firma lansująca się na over-master-grejt-big adżensy zgłosiła się w poszukiwaniu zleceń do nieco większej agencji z ugruntowaną już pozycją na rynku. Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo przecież każdy musi jakoś zacząć i pozyskać pierwszego „dużego” klienta, gdyby nie to, co ci dwaj panowie publikują o sobie w Internecie. Wielkie realizacje, wizje, otwarte „brainy”, zapowiedzi big&bigger realizejszyn, to tylko namiastka marketingowej papki oraz zachwytu nad samym sobą. Dla filologa z zamiłowania (i wykształcenia) styl publikacji przyprawiał o ból oczu i serca. Do czego powoli zmierzamy?
W branży, do której panowie weszli jako pracownicy dużej agencji, jest już dość ciasno. Nad największymi kampaniami panują agencje z dużym doświadczeniem i naprawdę godnym portfolio. Nie oznacza to, że nie ma już miejsca na kilka nowych firm z nowymi pomysłami, bo rynek wart jest miliony i ma największą dynamikę wzrostu ze wszystkich mediów. Ale, panowie, mierzcie siły na zamiary!
Miło jest udzielić wywiadu, w którym niedbale rzuca się milionami. Ale coś zaczyna zgrzytać, jeśli prezes mówiący o milionach nie dysponuje żadną poważną ZREALIZOWANĄ kampanią, a jego garnitur pamięta studniówkę. Dumę i chwałę należy zmienić w pokorę i rzetelność, a dopiero później udzielać wywiadów.
Z drugiej strony, z czego śmialibyśmy się w godzinach pracy?

Zostaw komentarz

Twojego e-maila nigdy nikt nie zobaczy. Pola oznaczane gwiazdką * należy wypełnić obowiązkowo.