Jednoosobowe studio graficzne

Przez przypadek natrafiłem na stronę jednoosobowego studia graficznego, które oferuje tworzenie stron i kilka jeszcze innych usług. Od razu po zapoznaniu się z treścią przystąpiłem do oględzin kodu źródłowego. Strona wykonana częściowo we flashu, a częściowo w poczciwym htmlu. Akurat najważniejsze odnośniki zawarto we flashu, brak przekierowania na jedną i tylko słuszną domenę, brak mapy, błędy zarówno w kodzie jak i w treści, jednym słowem – z punktu widzenia SEO – tragedia. Ktoś wziął się za pozycjonowanie tej strony, ale w tej branży Google nie wybacza niedociągnięć. Natomiast klient nie musi być ekspertem w dziedzinie SEO i zamawiając dla siebie stronę nie będzie wiedział, że marnuje swój kapitał. Kupno serwisu, który nie ma szans na wysokie pozycje w wyszukiwarce Google, to wyrzucenie każdej złotówki z faktury w błoto. Niestety, często sprawa wychodzi na jaw w trakcie rozmowy z agencją seo, gdzie sugeruje się wykonanie strony od nowa. Tym razem współpracującej z Google. Pozycjonowanie stron staje się coraz trudniejsze, a serwisy coraz bardziej dopracowane. Wciąż jednak na rynku działają firmy, które sprzedają niepełnowartościowe produkty, które nigdy się nie spłacą. Wspomniany na początku właściciel studia graficznego byłby pewnie dobrym grafikiem w większej firmie, gdzie ktoś inny czuwa nad skryptem, a jeszcze ktoś inny zwraca uwagę na seo. Dopiero w takim systemie można otrzymać wartościowy produkt.

Netbooki dla dzieci

Kilka lat temu z dumą pisało się o tym, że internet wreszcie trafia pod polskie strzechy. Monopolista oferujący usługi teleinformatyczne umożliwił posiadanie stałego łącza w każdym mieszkaniu, gdzie był telefon stacjonarny. Teraz przyszła kolej na dostosowanie szkoły do rzeczywistości. Na Śląsku ruszył program „Lekki jak piórko – multimedialna szafka dla ucznia = lekki tornister” i dzieci z klas 3-4 otrzymały netbooki do (zabawy) nauki wyposażone w czytniki elektroniczne i dostęp do internetu.
Dziesięciolatki otrzymały narzędzie o wiele wydajniejsze niż te, na których zaczynaliśmy pracować dziesięć lat temu.
Notebooki mają na celu dociążyć przeładowane tornistry i plecaki. Czy jednak proces uczenia się z cyfrowej książki będzie przebiegać tak samo? Czas pokaże.
Na pewno musimy się przygotować na wejście tego pokolenia w dorosłość. Dla nich Sieć będzie czymś naturalnym, a poruszanie się po niej nie będzie sprawiać żadnych problemów.

Likwidacja Page Rank?

Przedłużające się oczekiwanie na page rank update powodowało u wielu webmasterów rosnącą frustrację. Trzeba przyznać, że wielu z nich (i z nas) przyzwyczaiło się do zielonego paska PR, który co prawda nie miał żadnego znaczenia, jeśli chodzi o pozycje w rankingu wyszukiwarki, jednak był wyznacznikiem jakości strony. Tym bardziej dla początkujących webmasterów, którzy nie obeznali się jeszcze z innymi wskaźnikami jakości serwisu, PR oznaczał dobry kierunek rozwoju lub zły. Wczoraj na forum dla webmasterów Google, Susan Moskwa napisała bardzo znaczące słowa:

We’ve been telling people for a long time that they shouldn’t focus on PageRank so much; many site owners seem to think it’s the most important metric for them to track, which is simply not true. We removed it because we felt it was silly to tell people not to think about it, but then to show them the data, implying that they should look at it.  :-)

Oznacza to, że PR znika z panela WebMaster Tools. Znika czynnik, który stanowił o wycenie przy sprzedaży linków. Strona o wysokim PR mogła liczyć na wielu klientów, szczególnie tych mniej doświadczonych.
Czy PR znika na dobre? Po pierwsze musimy poczekać i zobaczyć na własne oczy. Po drugie, wątpię, aby Google zrezygnowało z tego czynnika przy ocenie serwisu. Po prostu nie będzie nam go pokazywać, aby webmasterzy nie skupiali się na nabijaniu PR.

Awaria serwisu blogi.pl

Od mniej więcej dwóch dni serwis blogowy blogi.pl nie działa prawidłowo i uniemożliwia zalogowanie na własne konto. Każdorazowa próba zalogowania kończy się takim oto komunikatem: “Wystąpił problem podczas generowania strony. Za chwile zostaniesz przekierowany na glowna strone…”

blogi.pl leży

blogi.pl leży


Czytaj dalej »

SEO prostytucja*

Na rynku utarł się model płatności za pozycjonowanie „za efekt”.
Polega on na tym, że klient nie płaci agencji SEO za pracę dopóki jego strona nie pojawi się na płatnej pozycji w wyszukiwarce. Zwykle jest to płatność za TOP10. Z punktu widzenia klienta jest to rozwiązanie korzystne, zapewniające ochronę przed nieuczciwymi firmami, które pobierają opłatę abonamentową nie robiąc kompletnie nic.
Czytaj dalej »

Antyreklama

Przeglądałem informacje prasowe z kilku ostatnich dni i moją uwagę przykuła reklama nowej galerii wystroju wnętrz. Galeria działa jako jednostka stacjonarna w Warszawie oraz prowadzi sklep internetowy. To, co ciekawe, to oferta „dowozu i wkomponowania” zakupionego artykułu w naszym domu. Oczywiście jest to oferta skierowana tylko do mieszkańców Warszawy.
Niestety, nie mogłem wejść na stronę galerii, gdyż nie działa. Tym sposobem siła reklamy poszła w gwizdek, bo czytelnik jeśli już zdecydował się wejść na stronę, która nie działa, więcej razy tam nie zajrzy.
To przypomniało mi inne zdarzenie, które niedawno miałem okazję śledzić. Nowo otwarty sklep z rtv oraz agd w Sieci udał się do lokalnej telewizji, aby wyemitować reklamę w paśmie wieczornym. Niedługo potem pojawiła się reklama za grube tysiące złotych. W minutę po emisji, sklep padał a wraz z nim cały współdzielony serwer. Zanim ktoś wpadł na pomysł, aby wykupić odpowiedni serwer, reklama w TV pochłonęła prawie 100 tysięcy.

Depozycjonowanie – jak to jest?

Zarówno na forum dla webmasterów jak i na forum optymalizacja.com pojawiają się pytania dotyczące nagłych spadków i domniemanych filtrów. Część z tych pytań porusza problem możliwości działań konkurencji, czyli depozycjonowania.
Czytaj dalej »

Portale społecznościowe

Nigdy nie byłem zaangażowany w portale społecznościowe. Jedynym wyjątkiem była Nasza Klasa, bo znalazłem kilka osób z podstawówki, z którymi od 10 lat nie miałem żadnego kontaktu. Spotkanie się udało, ale minęło już kolejne 2 lata i ludzie zadowolili się samą możliwością kontaktu. Wrażenie, że każdy może w dowolnej chwili skontaktować się ze znajomym sprzed lat powoduje, że nie kontaktują się, bo po co.
Tak więc społecznościówki dla mnie skończyły się po odejściu z grup dyskusyjnych. A dziś? Nie ma miesiąca, abym nie przeczytał o kolejnych tego typu serwisach. A to fani tego, a to wyznawcy czegoś, a teraz znów urlopowicze. To nie ma szans na powodzenie, bo serwisy dosłownie NIC nie proponują użytkownikowi. Nastawienie się na tworzenie serwisu przez samych internautów jest irytujące. Przecież sam skrypt można kupić na allegro za kilkadziesiąt złotych. Mamy kilka portali społecznościowych i wybrane fora tematyczne. Czas na coś nowego. Klonom mówimy stanowcze NIE!
Do wyrażenia swojej opinii sprowokował mnie artykuł z Antyweba, traktujący o serwisie planujemyurlop.pl
Mnie bardziej ciekawi, czyje to zaplecze, bo aż trudno uwierzyć, że ktoś postawił kolejną pustą społecznościówkę w nadziei, że ludzie będą za darmo odwalać całą robotę.

Nasz klient na szpan

Szpan jest pojęciem zaczerpniętym ze slangu młodzieżowego i oznacza chęć imponowania innym, próby wyróżnienia się z towarzystwa. W środowisku młodzieżowym jest to zjawisko niemal naturalne i powinno z wiekiem przechodzić, choć nie zawsze tak się dzieje. Niemały procent klientów zlecających usługi internetowe ma słabość do szpanowania i lansu (nowsza wersja starego określenia) w branży oraz przed kolegami z Naszej Klasy. Pewna dwuosobowa firma lansująca się na over-master-grejt-big adżensy zgłosiła się w poszukiwaniu zleceń do nieco większej agencji z ugruntowaną już pozycją na rynku. Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo przecież każdy musi jakoś zacząć i pozyskać pierwszego „dużego” klienta, gdyby nie to, co ci dwaj panowie publikują o sobie w Internecie. Wielkie realizacje, wizje, otwarte „brainy”, zapowiedzi big&bigger realizejszyn, to tylko namiastka marketingowej papki oraz zachwytu nad samym sobą. Dla filologa z zamiłowania (i wykształcenia) styl publikacji przyprawiał o ból oczu i serca. Do czego powoli zmierzamy?
W branży, do której panowie weszli jako pracownicy dużej agencji, jest już dość ciasno. Nad największymi kampaniami panują agencje z dużym doświadczeniem i naprawdę godnym portfolio. Nie oznacza to, że nie ma już miejsca na kilka nowych firm z nowymi pomysłami, bo rynek wart jest miliony i ma największą dynamikę wzrostu ze wszystkich mediów. Ale, panowie, mierzcie siły na zamiary!
Miło jest udzielić wywiadu, w którym niedbale rzuca się milionami. Ale coś zaczyna zgrzytać, jeśli prezes mówiący o milionach nie dysponuje żadną poważną ZREALIZOWANĄ kampanią, a jego garnitur pamięta studniówkę. Dumę i chwałę należy zmienić w pokorę i rzetelność, a dopiero później udzielać wywiadów.
Z drugiej strony, z czego śmialibyśmy się w godzinach pracy?

bo kultura, k****a, musi być!

Anonimowość w Sieci, czy też poczucie anonimowości sprawia, że ludzie piszą słowa i opinie, których w realu nigdy by nie wypowiedzieli. Pół biedy, jeśli są to wypowiedzi kontrowersyjne, lecz poparte argumentami. Niestety, najczęściej dyskusja w Internecie przybiera formy pyskówki suto zakrapianej wulgaryzmami. Od lat ciągnie się rozmowa na temat licznych wulgaryzmów i obrażania innych w Sieci. Zwolennicy takich wypowiedzi uważają, że jest to święte prawo wolności w Internecie i próby walki z tym zjawiskiem odbierane są jako zamach na wolność i wprowadzanie cenzury do Internetu. Kilkukrotnie już natknąłem się na wypowiedzi autorytetów w poczytnych portalach, że poziom dyskusji na forum jest odzwierciedleniem poziomu kultury w społeczeństwie i ujawnia nieoficjalne rozmowy prowadzone na ulicy. Nie warto jednak już teraz załamywać rąk i tragizować, gdyż jest kilka istotnych różnic pomiędzy realem a wirtualną rzeczywistością.

Przede wszystkim forum dyskusyjne czy komentarze pod artykułami są dostępne ogółowi. To tak, jakby Kowalski w realu aka miszczunio w Sieci, wziął do ręki mikrofon, stanął na środku rynku i wygłaszał swoje opinie. Nie da się inaczej tego zobrazować, ponieważ rozmowa dwojga ludzi, czy nawet grupy to nie jest to samo, co post na ogólnodostępnym forum.

Z drugiej jednak strony, niekontrolowane przekleństwa w grupie znajomych mogą zostać przeniesione na forum, gdyż anonimowość daje poczucie bezpieczeństwa i pewności siebie porównywalne z odczuciami we własnej grupie rozmówców. Istota ogólnodostępności for jest niezauważana.

Tak jak w realu powinno się tępić przejawy głupoty i wulgarności, tak w Sieci również nie ma na to miejsca. Bo wolność słowa to jedno, ale ta sama wolność daje nam oręż w dłoń w postaci ostrego protestu wobec stylu, w jaki wypowiadają się Internetowi krzykacze.

Kilka lat temu śledziłem wątki pod artykułami na Onecie. Wśród śmieci zdarzały się wypowiedzi ciekawe, błyskotliwe i merytoryczne. Od może 2-3 lat system komentarzy jest wysypiskiem śmieci.

Czy zatem nie należy się przejmować dennymi opiniami w Sieci? To byłaby zbyt daleko idąca ignorancja rzeczywistości. Bo, o ile skrajnie wulgarne wypowiedzi są ignorowane, o tyle najwięksi krzykacze wpływają na opinię publiczną. Na masy, które nie myślą samodzielnie, a posiadają prawo głosu, zarabiają i wydają. Krzykaczy może być bardzo mało w zestawieniu z szarą masą ale to o nich się mówi. Ja także dałem się wciągnąć w tę grę, pisząc posta…